Chłodzenie i ogrzewanie domu w czasach PRL

Chłodzenie i ogrzewanie domu w czasach PRL

Chłodzenie i ogrzewanie domu

W czasach Polski Ludowej nikomu nie śniło się, aby mieć w domu nowoczesny system grzewczy z pompą ciepła lub wydajną klimatyzację. Żyjący w domach jednorodzinnych musieli w mroźne zimy polegać na tradycyjnych piecach węglowych, a lokatorzy mieszkań w blokach byli zdani na łaskę i niełaskę miejskiej elektrociepłowni. W upalne lato źródłem ochłody długo pozostawało jedynie wachlowanie się gazetą. Na szczęście przemysł PRL przyszedł zmarzniętym i przegrzanym obywatelom z odsieczą. Tak powstały urządzenia, które są kultowe po dziś dzień.

Jest rok 1965. Łódzkie Zakłady Radiowe wypuszczają wentylator „Zefir Z-21” – od tego czasu żaden polski dom nie będzie mógł się bez niego obyć, gdy w lipcu i sierpniu żar będzie lał się z nieba. „Zefirek”, bo tak pieszczotliwie nazywano ten sprzęt, był w zasadzie pierwszym wentylatorem do użytku domowego polskiej produkcji. Co ciekawe, był to produkt uboczny fabryki, a do napędu użyto silniczka od gramofonu. Bardzo charakterystyczne dla tego modelu było wzornictwo. Urządzenie miało plastikową obudowę w dwubarwnym malowaniu, a łopaty śmigła połączone były ze sobą obręczą, co po włączeniu wentylatora, dawało bardzo interesujący efekt wizualny. „Zefir” był również bardzo stabilny za sprawą fikuśnej podstawki. Oko cieszyło też logo produktu o liternictwie przywodzącym na myśl napisy stosowane w latach 50. na samochodach. Oczywiście „Zefir” był zbyt mały, aby zapewnić przyjemny chłodek w całym pomieszczeniu, ale jeśli skierować prąd powietrza na tylko siebie, wówczas dawał radę. Później na rynku pojawiły się większe i wydajniejsze wentylatory produkowane przez zrzeszenie Predom-Metrix z Tczewa. Nie zdobyły jednak takiego uznania wśród klienteli. Pewnie dlatego, że jakość wykonania spadała, a kanciaste obudowy pozbawione były uroku „Zefirka”.

 

Na każdy termowentylator, znany również pod mianem grzałki pokojowej, mówimy dziś często farelka. To tylko świadczy o olbrzymiej popularności, którą zdobył sztandarowy produkt zakładów Predom-Farel z Kętrzyna. Gdy atak zimy sprawiał, że stawała komunikacja, rury ciepłownicze pękały, a woda w kranach zamarzała, tylko elektryczna farelka pozwalała na dogrzanie mieszkania do temperatury, w której dawało się jako tako żyć. Kultowy model OTW-2R o mocy 2000 W wyróżniały przede wszystkim wyjątkowo jaskrawe kolory obudowy oraz rachityczna nóżka, która pozwalała na skierowanie strumienia ciepła nieco wyżej (w prototypie była metalowa, później postawiono na tańszy plastik). Termowentylator Farel był – jak na warunki panujące w fabrykach PRL – bardzo dobrze wykonany. Dziś już nie da się policzyć, ile pożarów wywołało nieumyślne przykrycie włączonej farelki niedbale rzuconą koszulą. Nie da się ukryć, że nazwa urządzenia, którego produkcja dobiegła końca w latach 80., na stale weszła do języka polskiego. Dwa pokolenia Polaków korzystały z dobrodziejstw poczciwej farelki. I kto wie, czy nie będą użytkowane jeszcze przez ich dzieci, bowiem w serwisach aukcyjnych do dziś znaleźć można oferty sprzedaży nadal bez zarzutu działających egzemplarzy.