Krótka historia klimatyzacji. Cz. IV: ku nowoczesności

Krótka historia klimatyzacji. Cz. IV: ku nowoczesności

Opisany w poprzedniej odsłonie cyklu wynalazek Willisa Carriera oznaczał narodziny klimatyzacji w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie oznaczało to jednak, że rozwój prac nad urządzeniami do regulacji temperatury w pomieszczeniach dobiegł końca. Wręcz przeciwnie, musiało minąć jeszcze kilka lat, zanim pod strzechy trafiła prawdziwie nowoczesna klimatyzacja.

Problemem wczesnych klimatyzatorów była ich wysoka toksyczność. Oczywiście szkodliwe nie były same urządzenia, ale substancje chemiczne używane jako chłodziwo – amoniak, chlorek metylu i propan. W przypadku wycieku (a należy pamiętać, że jakość produkcji klimatyzatorów była wówczas o wiele niższa) groziły one trwałym uszczerbkiem na zdrowiu, a nawet śmiercią domowników. Nie dziwi więc, że rozpoczęto prace nad nieszkodliwymi zamiennikami.

Przełomem było odkrycie w 1928 roku przez chemika Thomasa Midgleya juniora związków chemicznych z rodziny freonów (CFC; nazwa freon została zastrzeżona przez koncern DuPont jako znak handlowy). Te czynniki chłodzące nie były szkodliwe dla zdrowia ludzi, więc branża klimatyzacyjna natychmiast przestawiła się na ich stosowanie w produkowanych przez siebie urządzeniach. Najpopularniejszy związek R12 (Dichlorodifluorometan) wykorzystywano powszechnie również w lodówkach i aerozolach. Dopiero w latach 80. udowodniono jego szkodliwość dla środowiska i wpływ na zanikanie warstwy ozonowej, i zaprzestano używania, wprowadzając bardziej ekologiczne odpowiedniki.

Wraz z odkryciem freonów nastąpił prawdziwy boom na klimatyzację. Dość powiedzieć, że w tym samym roku zaprezentowano pierwszy automat sprzedający napoje, który chłodził przechowywane wewnątrz butelki. Dwa lata później wprowadzono na rynek pierwszą na świecie klimatyzację samochodową. Zrazu traktowana była jako olbrzymi luksus, ale po II wojnie światowej stała się niezbędnym wyposażeniem aut w USA, bowiem to właśnie Stany Zjednoczone były pionierem w rozwoju klimatyzacji (stała się ona nawet swego rodzaju symbolem tego kraju, jak hamburger i Coca Cola). Europejczycy zaczęli korzystać z dobrodziejstw tego wynalazku dopiero w latach 60., gdy na rynek weszły japońskie firmy z konkurencyjnymi cenowo urządzeniami.

Kolejne lata to dalszy rozwój klimatyzacji. Sprzęt taniał, zmniejszał się i stawał się coraz cichszy, bardziej ekologiczny i oszczędny.

Dziś zakup przenośnego klimatyzatora (który oczywiście nie jest aż tak wydajny, jak urządzenie montowane w oknie) to wydatek rzędu kilkuset złotych. Oznacza to, że klimatyzacja jest współcześnie rozwiązaniem egalitarnym, na które może sobie pozwolić prawie każde gospodarstwo domowe, a w samochodach stało się podstawowym elementem wyposażenia i trafia nawet do najtańszych modeli.

Klimatyzację przestano więc postrzegać jako kosztowy zbytek. Już w 1950 roku badania dowiodły, że rodziny mieszkające w klimatyzowanych domach lepiej się wysypiają, mają lepsze samopoczucie i efektywniej spędzają wolny czas. Innymi słowy: klimatyzator stał się urządzeniem, które naprawdę poprawia komfort życia.