Kto zapłaci za OZE?

Kto zapłaci za OZE?

Ustawa o odnawialnych źródłach energii ma już podpis prezydenta i czeka na wejście w życie. Tymczasem Ministerstwo Gospodarki zapowiada, że niebawem przygotuje szereg poprawek do uchwalonego przez parlament aktu prawnego. Mówi się, że w nowelizacji „polecą” poprawki korzystne dla prosumentów. Podobno ich wprowadzenie w życie będzie zbyt kosztowne dla pozostałych odbiorców prądu. Ale czy na pewno?

Poprawki prosumenckie, dzięki którym osoby produkujące prąd z instalacji OZE na własne potrzeby będą mogły sprzedać ich nadwyżki do sieci przesyłowej, od samego początku budziły sprzeciw rządu PO-PSL. Korzystne zapisy, zaproponowane przez posła PSL, zostały odrzucone w senacie, ale sejm je przywrócił, więc ostateczne znalazły się w przyjętej i podpisanej przez prezydenta ustawie.

Przeciwnicy zapisów korzystnych dla prosumentów utrzymują, że wysokie ceny gwarantowane za 1 kilowatogodzinę sprzedawaną do sieci (wyższe od normalnych stawek o ok. 25 groszy) będą oznaczać zwiększone obciążenia dla pozostałych odbiorców prądu. W ten sposób prosumenci są stawiani w negatywnym świetle, jaki ci, którzy nie dość, że produkują prąd na własne potrzeby, to jeszcze będą go odsprzedawać na preferencyjnych warunkach, tym samym podbijając rachunek za prąd statystycznego Kowalskiego. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że to jedno wielkie nieporozumienie.

Już dziś wiadomo, że zwykły odbiorca energii elektrycznej nie poniesie kosztów wdrożenia poprawek prosumenckich. Koszt certyfikatów pochodzenia w cenie energii elektrycznej to obecnie średnio ponad 30 zł za megawatogodzinę. Dodatkowy wpływ związany z poprawką prosumencką wyniesienie nie więcej niż 1,5 zł za megawatogodzinę.

Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że koszt dopłaty do prosumentów nie będzie stanowił rewolucyjnej zmiany na polskim rynku energii elektrycznej. Oznaczać będzie bowiem jedynie przesunięcie środków z kieszeni konsumentów nieprodukujących energii z OZE do tych, którzy zainstalują panele słoneczne lub małe elektrownie wiatrowe na lub przy swoich domach. Statystyczny Kowalski nie odczuje dodatkowych obciążeń.