BOŚ Bank obala argument o pazernych prosumentach

BOŚ Bank obala argument o pazernych prosumentach

Rząd sprzeciwia się poselskim poprawkom w obowiązującej już ustawie o OZE, bo uważa, że skorzystają na nich wyłącznie zamożni prosumenci. Tymczasem dane BOŚ Banku pokazują coś innego – statystyczny prosument nie jest krezusem.

Właśnie wyczerpała się cała I transza środków w wysokości 20 mln zł, którą Bank Ochrony Środowiska otrzymał z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach Programu Prosument – wsparcia dla osób chcących zainwestować w budowę w mikroinstalacji fotowoltaicznej lub minielektrowni wiatrowej.

Od 24 kwietnia złożono niemalże 1600 wniosków o preferencyjne kredyty w BOŚ. Najwięcej z nich wpłynęło z regionu Małopolski i dotyczy instalacji paneli słonecznych.

Ustawa o OZE (obowiązuje od początku maja) zawiera rozwiązania bardzo korzystne dla prosumentów. Zapisom tym, którym sprzeciwia się rząd PO-PSL. Zostały zgłoszone wbrew rządowi przez posła ludowców Artura Bramorę i odrzucone przez Senat, ale później obronione przez Sejm. Teraz resort gospodarki planuje nowelizację ustawy, która ma zapisy prosumenckie nieco ukrócić. Powód? Z jednej strony obawa, że gwarantowane stawki odsprzedaży energii rozsądzą pomoc publiczną, a z drugiej przeświadczenie, że prosumenci to ludzie zamożni, więc będą odsprzedawać całość wyprodukowanej energii elektrycznej – OZE mają być dlań wyłącznie źródłem dodatkowego zarobku.

Mariusz Klimczak, prezes Banku Ochrony Środowiska, twierdzi, że – chociaż to dopiero początek Programu Prosument – przyszli prosumenci to osoby o standardowych dochodach, właściciele domów, którzy najczęściej wybierają instalacje o średniej mocy 4,5 kW. Stawiając na fotowoltaikę liczą przede wszystkim na oszczędności wynikające z „zielonego” prądu. Przed rozpoczęciem inwestycji dokładnie wszystko kalkulują, a ewentualne zyski z odsprzedaży to dla nich wartość dodana, a nie kwestia zasadnicza.