Fotowoltaika przyszłością polskiej energetyki odnawialnej

Fotowoltaika przyszłością polskiej energetyki odnawialnej

Od początku maja bieżącego roku obowiązuje Ustawa o Odnawialnych Źródłach Energii, którą Sejm uchwalił po pięciu latach burzliwych prac legislacyjnych. Nowe przepisy wprowadzono, aby dostosować polską energetykę do unijnych regulacji, które zakładają, że do 2020 roku w państwach członkowskich aż 20 proc. energii elektrycznej pochodzić będzie ze źródeł odnawialnych. Dla Polski i pozostałych państw należących do UE od 2004 roku wskaźnik ten wynosi 15 proc.

Szacunki mówią nawet o 100 tys. nowych instalacji paneli słonecznych w Polsce w ciągu najbliższych 5 lat. Ich łączna moc wyniesie 800 MW, co oznacza 30-krotny wzrost w stosunku aktualnego stanu. Wciąż będzie to jednak znacznie mniej niż w Niemczech. Nasz zachodni sąsiad jest liderem w dziedzinie fotowoltaiki nie tylko w skali europejskiej, ale też światowej.

Tomasz Golański, właściciel firmy Budotom zajmującej się projektowaniem i montażem instalacji fotowoltaicznych, podkreśla, że nie tylko kwestie związane z ochroną środowiska, chociaż także bardzo istotne, są kluczowymi dla rozwoju energetyki odnawialnej. Równie ważne jest zwiększenie poziomu bezpieczeństwa energetycznego kraju, co w dobie zagrożeń płynących ze Wschodu jest nie do przecenienia. Podobnie jak aspekt ekonomiczny, który chyba najbardziej przemawia do osób rozważających zostanie prosumentami.

Mianem tym określamy każdego, kto produkuje prąd na własne potrzeby, a jego nadwyżki odsprzedaje do sieci przesyłowej. Rozwiązania prawne zawarte w Ustawie o OZE mocno sprzyjają prosumentom – odsprzedaż energii elektrycznej dla najmniejszych instalacji (o mocy poniżej 3 kW oraz między 3 a 10 kW) będzie odbywać się według gwarantowanych stawek, wyższych od cen rynkowych. Zapisy te (zgłoszone przez posła PSL) wzbudziły zresztą sprzeciw rządu i zostały odrzucone w Senacie. Nie był to jednak koniec poprawek prosumenckich, bowiem posłowie przywrócili je do ustawy i w takiej formie przyjęli nowe, obowiązujące już od niespełna czterech tygodni, prawo.

Przyszli inwestorzy dostrzegli korzyści płynące z regulacji ustawowych. Chcą skorzystać z dofinansowania budowy instalacji fotowoltaicznych i mikroinstalacji wiatrowych w ramach Programu Prosument. Zakłada on udzielanie preferencyjnych kredytów ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Środki mogą być dysponowane przez wojewódzkie oddziały NFOŚiGW, samorządy oraz Bank Ochrony Środowiska. O skali popularności programu świadczy fakt, że do BOŚ Bank trafiło już 1,6 tys. wniosków kredytowych.

Optymizm prosumentów może zderzyć się z nieustępliwością rządu. Ministerstwo Gospodarki przymierza się bowiem do znowelizowania Ustawy o OZE. Rządzący utrzymują, że dofinansowanie dla prosumentów może spowodować krach pomocy publicznej – wyjaśnia Tomasz Golański. Analizy pokazują jednak, że są to obawy nieuzasadnione. Politycy sądzą też, że prosumenci to ludzie zamożni, którzy chcą wykorzystać wsparcie finansowe do zdobycia dodatkowego źródła zarobku, ale dane wskazują coś zupełnie odwrotnego – przyszli prosumenci to ludzi raczej średnio sytuowani, którzy w fotowoltaikę inwestują dla przyszłych oszczędności – kontynuuje właściciel firmy Budotom.

Niezależnie od dalszych losów Ustawy o OZE nie da się już zaprzeczyć, że przyszłość polskiej energetyki odnawialnej stać będzie pod znakiem fotowoltaiki. Jej rozwój zapewni dodatkowe miejsca pracy w firmach zajmujących się produkcją paneli słonecznych i montażem instalacji PV. Tomasz Golański z Budotom konkluduje, że widok paneli słonecznych na dachach budynków wkrótce przestanie być w Polsce czymś szczególnym i stanie się codziennością, tak jak nikogo nie szokują już wiatraki elektrowni wiatrowych stające na podmiejskich nieużytkach.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Inwestycje.pl.