Baterie słoneczne na naszych ulicach

Baterie słoneczne na naszych ulicach

W miastach i miasteczkach można spotkać baterie słoneczne na każdym kroku. I wcale nie chodzi nam o instalacje fotowoltaiczne na dachach domów. Nie, to byłoby zbyt proste. Dziś poszukamy paneli słonecznych w miejscach nie do końca oczywistych.

Najpierw przyjrzyjmy się temu, co w opinii wielu szpeci nasze miasta. Chodzi oczywiście o reklamy zewnętrzne: billboardy, citilighty, standy itd. Większość z nich jest podświetlona, aby być widocznymi również po zmroku. Do niedawna podłączane były do miejskiej sieci energetycznej, ale teraz znacznie częściej stosuje się w nich małe panele słoneczne, które zasilają oświetlenie reklam.

Idziemy dalej i spoglądamy w górę. Widzicie sygnalizację świetlną na tym ruchliwym skrzyżowaniu? Nie mylicie się, tutaj również wykorzystywana jest fotowoltaika, aby zapewnić stały dopływ prądu lub przynajmniej częściowo uniezależnić układ świetlny od energii z sieci. Na przykład sygnalizacja nadal zasilana jest w tradycyjny sposób (bo musi działać też w nocy), ale inne informacje (np. pogoda) pokazywane na wyświetlaczu LED-owym mogą czerpać energię z mikroukładu fotowoltaicznego.

Polskie miasta opanowały też ostatnio rowery, które można wypożyczyć za drobną opłatą. Maniacy jednośladów śmigają już nimi m.in. w Warszawie i we Wrocławiu. Stacje dokujące dla miejskich bicykli również wyposażone są w instalacje PV, które dostarczają prąd zasilający całą elektronikę stacji.

Na koniec wreszcie najmniej miła część naszej wycieczki po fotowoltaice w przestrzeni miejskiej – Fotoradary. Tak, tak, jeśli kiedykolwiek fotoradar pstryknął wam fotkę podczas nieprzepisowej jazdy (nie róbcie tego więcej!), wiedzcie, że za jego funkcjonowanie także odpowiada układ fotowoltaiczna, a panel słoneczny jest zazwyczaj dobrze widoczny na obudowie urządzenia. Nie zauważyliście? Następnym razem jedźcie wolniej, a wtedy na pewno go dostrzeżecie (i unikniecie mandatu).