OZE to nie sen

OZE to nie sen

Energia elektryczna pochodząca z odnawialnych źródeł – promieni słonecznych, wiatru, źródeł geotermalnych – już nie jest traktowana jako mrzonka. Wciąż jednak uchodzi za uzupełnienie tradycyjnej lub jądrowej energetyki, a nie za alternatywę dla niej. Dania jest dowodem, że może być inaczej.

Brytyjski dziennik „The Guardian” donosi energetyka wiatrowa zaspokoiła potrzeby Danii na energię w… Ano właśnie. W jakim stopniu? Zabawmy się w zgaduj-zgadulę. W 30 proc.? Nie. W 50 proc.? Też nie. To może w 80 proc.? Oj, strzelajmy dalej. No to może w 100 proc.? Również pudło.

Elektrownie wiatrowe wyprodukowały w Danii… 140 proc. rocznego zapotrzebowania na prąd! Oznacza to, że stołeczna Kopenhaga nie tylko nie cierpiała na braki z dostawach, ale mogła wręcz odprzedać spore nadwyżki energii elektrycznej zagranicę. Trafiły one do Norwegii, Niemiec i Szwecji dzięki interkonektorom, czyli połączeniom wzajemnym. To, co może zaskakiwać, to fakt, że pomimo olbrzymich nadwyżek, farmy wiatrowe w Danii nie pracowały w ostatnim czasie na pełną moc, a to oznacza, że wciąż są nadwyżki produkcyjne do wykorzystania.

W „Guardianie” możemy wyczytać, że przykład duński jest dowodem na to, iż możliwe jest przestawienie krajowej energetyki na OZE: fotowoltaikę, energetykę wiatrową itd. Do tej pory wydawało się, że jest to mrzonka, jednak postępujące zanieczyszczenie środowiska oraz dążenie państw rozwiniętych do dekarbonizacji zmusza do zrewidowania tych poglądów, zwłaszcza, że budowa elektrowni atomowych jest wielokrotnie droższa od rozwoju czystej energetyki.