Niskoemisyjne budownictwo nie dla Polaków

Niskoemisyjne budownictwo nie dla Polaków

Za trzy lata wszystkie nowe budynki publiczne w państwach członkowskich Unii Europejskiej będą musiały mieć zużycie energii zredukowane niemalże do zera. W Polsce może być trudno ze spełnieniem tego wymogu, bo budownictwo niskoemisyjne wciąż jest traktowane nad Wisłą po macoszemu.

Już ze spełnieniem pierwszego warunku może być olbrzymi problem, a to jeszcze nie koniec, bo za pięć lat wszystkie nowe budynki, niezależne od przeznaczenia, mają być niskoemisyjne. Tymczasem raport RenoValue wskazuje, że nasz kraj jest na szarym końcu europejskiej stawki, jeśli chodzi o budownictwo tego typu. Szczęście w nieszczęściu, że równie słabo wypadają dwaj członkowie tzw. starej Unii: Włochy i Belgia. Pod względem efektywności energetycznej budownictwa najlepiej wypadają Wielka Brytania i Niemcy. Przy czym konkluzja raportu jest taka, że wszyscy członkowie UE muszą zrobić bardzo dużo, aby zdążyć przed wejściem dyrektyw w życie.

Niestety, w Polsce budownictwo niskoemisyjne wciąż jest bardzo mało popularne. Nie pomagają nawet dopłaty z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. NFOŚiGW przeznaczy na wsparcie inwestycji 300 mln zł w latach 2013-2018 (maksymalnie 50 tys. zł na jeden projekt), a tymczasem dofinansowano jedynie 91 projektów na łączną kwotę 3 mln zł.

Dane Krajowej Agencji Poszanowania Energii wskazują, że koszty budowy i utrzymania domów energooszczędnych w 20-letnim cyklu eksploatacji są o 37 proc. niższe niż w budownictwie standardowym.

Według wyliczeń ekspertów UE, rozwój gospodarki niskowęglowej ma doprowadzić do zredukowania emisji gazów cieplarnianych o 40-50 proc. do 2030 roku i aż o 90 proc. do 2050 roku.